Szukaj
  • Szymon Tyka

Zdrowe relacje z jedzeniem i "fit healthy lifestyle"? No chyba nie...

Żyjemy w czasach, w których kult ciała nabiera zupełnie innego - nowego znaczenia. Nie trudno zauważyć, że ze wszystkich stron bombardowani jesteśmy perfekcyjnymi zdjęciami ukazującymi nieskazitelne, umięśnione sylwetki zawodników sportów sylwetkowych lub topowych modelek z nogami po samą szyję. Branża fitnessu stale się rozwija, coraz więcej klubów fitness, coraz większa liczba trenerów osobistych, dietetyków i wszelakiej maści "specjalistów" mających pomóc nam w osiągnięciu wymarzonej sylwetki. Z jednej strony to dobrze, bo przecież w dbaniu o siebie nie ma nic złego, a zrzucenie paru kilogramów przed wakacjami jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło - oczywiście, to bardzo pozytywna i pożyteczna sprawa, problem jednak leży jak zwykle głębiej i trzeba spojrzeć na ten kolorowy "fit świat" od podszewki - najlepiej od strony zawodowej.


Jestem w tym środowisku od prawie 10 lat, z czego 5 lat mam do czynienia z zawodnikami sportów sylwetkowych zaczynając od tych, którzy startowali raz, czy dwa razy na jakichś mniejszych zawodach, aż po tych znanych z okładek magazynów i fejmowych instagramów - w tym także mistrzów Polski, Europy i finalistów mistrzostw świata w różnych kategoriach, kobietami, mężczyznami - dosłownie WSZYSTKIMI, więc parę słów mogę napisać z własnego doświadczenia. Wielu osobom, które nie do końca są w temacie sportów sylwetkowych często umięśniona sylwetka, niski poziom tłuszczu i trening na siłowni kojarzą się ze zdrowym odżywianiem, dbaniem o zdrowie i ogólnie pojętym "healthy lifestyle'm".


Wyjaśnijmy sobie od razu na początku - zawodowa kulturystyka, czy fitness na zaawansowanym poziomie nie ma nic wspólnego ze zdrowiem i tutaj powinienem postawić kropkę, ale nie byłbym sobą, gdybym nie dodał czegoś więcej. Nie, nie chodzi tutaj o doping i wspomaganie środkami farmaceutycznymi, ponieważ doping w sporcie zawodowym, a szczególnie w kulturystyce jest rzeczą normalną - wszyscy biorą, tylko nie każdy o tym mówi. Sprawa jest poważniejsza, bo rozchodzi się o zaburzenia odżywiania, a więc jakby nie patrzeć ciężkie choroby psychiczne prowadzące do bardzo poważnych komplikacji zdrowotnych i nie tylko. Schodzenie z tkanką tłuszczową do kilkuprocentowych wartości nie jest niczym zdrowym, a osiągnięcie formy startowej to nie zasługa zastrzyków, czy magicznych tabletek z apteki, tylko ciężkiej, monotonnej diety i godzin zajeżdżania się na bieżni lub rowerku. Myśl o tym, że wracając do domu o resztkach sił czeka na nas twaróg chudy z migdałami potrafi zryć baniak zawodowcowi, a co dopiero amatorowi tego sportu.

Kompulsywne objadanie się to chyba najpopularniejsze zaburzenie odżywiania, o którym generalnie niewiele się mówi. Mało kto, a w zasadzie tylko osoby siedzące głębiej w temacie wiedzą, że maksymalnie 1/4 ludzi, których widzicie na okładkach magazynów lub na czołowych miejscach w zawodach sylwetkowych ma "zdrowe relacje z jedzeniem", o których często czytacie w ich postach na Instagramie, czy słyszycie podczas wywiadów. Cała reszta po prostu kłamie i poza social mediami ładuje impulsywnie do urzygu chore ilości jedzenia, często wpychając je w siebie na siłę nawet kilka dni przed zawodami, po czym dochodzi do wymiotów i zajeżdżania się godzinami cardio w kolejnych dniach, popychając przy tym trochę diuretyków i metforminkę, aby zmniejszyć poczucie winy. W tym miejscu musimy od razu zaznaczyć - nie ma nic złego we wciągnięciu pizzy 50cm i dopchaniu lodami, kiedy mamy na to ochotę i puścimy to w niepamięć, żyjąc i trenując dalej jak do tej pory - większość z nas to robi i nie oznacza to od razu chorej głowy (no może trochę haha). Problem pojawia się w momencie, kiedy ww. epizody mają charakter napadów, których nie jesteśmy w stanie kompletnie kontrolować, a następnie sami wyznaczamy sobie karę w postaci obcinania ilości jedzenia w kolejnych dniach i zajeżdżania się kilkoma treningami dziennie, aby tylko forma się nie zepsuła...


To czym tak na prawdę są te "zdrowe relacje z jedzeniem"? Wiele osób definiuje to w różny sposób - według mnie jest to nic innego jak nie popadanie w skrajności, bo to najczęściej one są odpowiedzialne za występowanie ww. problemów. Nikt mi nie powie, że jedzenie kurczaka z ryżem i jajek z warzywami 5x dziennie jest normalne, smaczne i przyjemne. Podobnie sprawa ma się do przesadzania w drugą stronę - ładowanie w siebie słodyczy i fast foodów dzień w dzień nie niesie za sobą nic dobrego i też do zdrowych nawyków nie należy.


W tym wszystkim trzeba odnaleźć złoty środek, który ja nazywam zasadą 80/20 - przewagę w naszej diecie powinny stanowić produkty mało przetworzone, bogate w makro i mikroelementy, natomiast 20% możemy uzupełnić z produktów "niezdrowych" jak np. fast food, słodycze czy ogólnie pojęta żywność przetworzona. Taka metoda pozwoli nam nie tylko na utrzymywanie przyzwoitej formy przez cały rok, ale także zagwarantuje nam zdrowie i komfort psychiczny. Generalnie nie ma możliwości, aby baton wliczony w nasze zapotrzebowanie dzienne w jakiś znaczący sposób wpłynął na naszą formę, czy np. zrujnował nasze postępy na przestrzeni tygodnia - jest to po prostu niemożliwe, za to bardzo możliwe, że wpłynie pozytywnie na nasze samopoczucie przez co będziemy w stanie dłużej utrzymać się w swoich postanowieniach dietetycznych. Kawałek ciasta nigdy nikogo nie zabił, a kilka drinków ze znajomymi nie robią z nas od razu alkoholików... Organizm nie myśli w trybie godzinowym, czy dziennym - wpływ na nasza sylwetkę ma tak ogromna ilość czynników, że spokojnie można manipulować zmiennymi w taki sposób, aby jeść smacznie, cieszyć się życiem i cieszyć się kratką na brzuchu.


Podsumowując - nie wierzcie we wszystko, co widzicie w social mediach, ponieważ każdy z nas jest człowiekiem i każdy tak samo raz na jakiś czas potrzebuje odpuścić i zjeść jak normalny człowiek schabowego w panierce i poprawić kawałkiem tortu - nie robi to z nas od razu obżarciuchów, a raczej jest normalną odskocznią od codzienności. "Zdrowe relacje z jedzeniem" to przede wszystkim umiejętność odnalezienia balansu między tym co "dobre", a tym co "złe i zakazane".

0 wyświetlenia

©2019 by Dźwigaj z Rudym.